Pablito, śr., 05/26/2010 - 06:32
Gitary rezofoniczne, potocznie nazywane dziwnym określeniem "dobro", robią karierę! Przynajmniej tak można sądzić na podstawie ilości tych instrumentów pojawiających np. w Polsce. Oprócz masy chińskich podróbek zaczynają się pojawiać w Polsce prawdziwe gitary tego typu. Sam miałem okazję pogrywać na dwóch prawdziwych Nationalach: współczesnej replice modelu 0 i na autentycznym Tricone z lat 30-tych. Sam posiadam dziwaczną hybrydę gitary rezofonicznej (korpus ze sklejki i rezonator stosowany w w bluegrass dobro). Leży ten paździerz w kącie, ostatnio nawet wziąłem go do ręki, ale nic sensownego zagrać na tym nie potrafię. Kiedyś w czasach posuchy jej brzmienie robiło na mnie wrażenie, z uporem godnym lepszej sprawy zabierałem ją na publiczne występy. Nikt nie potrafił jej nagłośnić, ja wygrywałem jakieś dyrdymały... Żałosne to wszystko było. Może i bym wrócił do rezofonów, gdybym miał możliwość kontaktu z porządnym instrumentem, który by zainspirował mnie do grania. Ponieważ jednak nie mam zamiary wydawać na swoje zachcianki kupy pieniędzy, więc gitar rezofonicznych będę sobie słuchać, a jeśli uznam, że ich dźwięk będzie potrzebny w mojej muzyczce, to zaproszę ludzi, którzy znają się na rzeczy i potrafią grać na dobro dobrze. Np. na mojej, właśnie powstającej płycie "Uroda zdarzeń", gitarę dobro będzie można usłyszeć w trzech piosenkach. Grają ludzie, którzy potrafią robić ze swoich instrumentów właściwy użytek: Jacek Wąsowski i Jędrzej Kubiak. I niech tak lepiej zostanie.